PROWINCJA WROCŁAWSKA

STOWARZYSZENIE
SALEZJANÓW
WSPÓŁPRACOWNIKÓW

Słów kilka o przyrzeczeniach na winogradach...

Każde Przyrzeczenie Salezjanina Współpracownika to nie tylko osobisty akt wiary i oddania, ale również święto dla całej wspólnoty. Dnia 31 stycznia 2025 roku w Poznaniu, w parafii św. Jana Bosko na Winogradach, Natalia Tarnogrodzka, po dwóch latach formacji, wypowiedziała swoje „Amen” – słowo, które zamknęło czas przygotowań i otworzyło nowy rozdział jej życia w apostolacie salezjańskim.

Jako Koordynatorka Stowarzyszenia mam przywilej towarzyszyć osobom, które rozeznają swoje powołanie do bycia Salezjaninem Współpracownikiem. Każda historia jest inna, każda obfituje w trud i radość, w pytania i odpowiedzi, w momenty zwątpienia i w przepełnioną pokojem pewność, że oto odnaleźli swoje miejsce. Natalia przeżyła ten czas intensywnie – z sercem pełnym zaangażowania i z pragnieniem dzielenia się radością z innymi.

Jej słowa, pełne emocji i wdzięczności, są najlepszym świadectwem tego, czym jest droga współpracownika. To opowieść o wspólnocie, o sile przygotowań, o młodzieńczej energii i nadziei zakorzenionej w Bogu. To historia, która pokazuje, że radość życia salezjańskiego nie jest jedynie chwilowym uniesieniem, ale wyborem, który pulsuje codziennością i nadaje jej sens.

Niech to świadectwo stanie się inspiracją dla tych, którzy w sercu noszą pragnienie służby młodym i Kościołowi. Bo jak powiedziała Natalia – jeśli w życiu pojawia się powód do radości, trzeba go wykorzystać i świętować na całego!

Agata K. Kołakowska
koordynator Prowincjalny SSW

GALERIA ZDJĘĆ

„Moje Amen” – Droga do Salezjańskiego Apostolatu

To był dzień pełen wrażeń, ale przygotowania do niego rozpoczęły się o wiele wcześniej – właściwie dwa lata temu, kiedy zostałam przyjęta do Aspirantatu.

W czwartkowy wieczór nasza powstająca wspólnota Salezjanów Współpracowników miała okazję spotkać się, poznać i porozmawiać z Koordynatorką – Agatą Kołakowską. Był to bardzo owocny czas.

Choć zakupy miałam już prawie wszystkie zrobione, to na samym spotkaniu siedziałam jak na szpilkach, bo wiedziałam, że jeśli nie zacznę gotować tego wieczoru, to następnego dnia na pewno się nie wyrobię. Spać poszłam późno. A rano? Rozpoczął się prawdziwy Armagedon – gotowanie, sprzątanie, dekorowanie sali, rozstawianie naczyń. Każdy z zaproszonych gości był dla mnie wyjątkowy i ważny, dlatego chciałam, aby wszyscy czuli się dobrze. Po tych intensywnych przygotowaniach udało mi się złapać chwilę oddechu w domu, a potem przyszła pora na próbę scholii.

I właśnie wtedy czas jakby zwolnił. Gdy zabrzmiały pierwsze dźwięki pieśni na wejście, stres zupełnie zniknął. Wiedziałam, że jesteśmy dobrze przygotowani. Podczas Liturgii, jako nowo przyjęta Salezjanka Współpracownica, miałam zaszczyt przeczytać czytanie i zanieść kwiaty w procesji z darami.

Jednak to nie te momenty były najważniejsze. Najważniejsza była chwila, gdy wypowiadałam słowa Przyrzeczenia. To właśnie wtedy, gdy powiedziałam „Amen”, poczułam ulgę i radość – wiedziałam, że w końcu jestem we właściwym miejscu.

Później, podczas wspólnej agapy, radości nie było końca. Były balony SSW, był tort, mnóstwo pysznego jedzenia i ciast, ale przede wszystkim byli LUDZIE – moi bliscy, przyjaciele, księża, koleżanki ze studiów, najlepsi organiści, członkowie DA, którego byłam liderką, a także młodzież, która z ogromnym entuzjazmem przyszła mi pogratulować. Wśród gości znalazła się również cała przyszła wspólnota SSW naszej parafii.

Przygotowania były wymagające, a w ich trakcie nie raz zadawałam sobie pytanie, czy nie przesadzam, organizując tak duże wydarzenie. Dziś jednak wiem, że było mi to potrzebne, bo chciałam podzielić się swoją radością – radością z faktu, że całe swoje życie pragnę poświęcić dla dobra i zbawienia młodzieży. Wiem też, że to wszystko nie udałoby się bez wielu wspaniałych ludzi, którzy mi pomogli – i którym jestem za to ogromnie wdzięczna.

Czy boję się, że nie wypełnię swojego powołania do końca? Trochę… Ale trzymam się słów, które sama wybrałam jako moje duchowe motto: „Będziesz prześliczną koroną w rękach Pana, królewskim diademem w dłoni Twojego Boga”.

Mam w sercu również inne, które kiedyś przeczytałam w książce Reginy Brett Kochaj: „Bóg nie pozwoli tchórzom głosić swej chwały!”.

I myślę sobie, że jeśli w życiu pojawia się powód do radości, trzeba go wykorzystać i świętować na całego – z całą salezjańską radością! Po co? Żeby szatan się nas bał!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

© SSW Wrocław. All Rights Reserved.