Wierność w czasie milczącego szoku

Za oknem jeszcze trwa pośpiech – ostatnie zakupy, sprzątanie, przygotowania do Wigilii Paschalnej. My już wiemy jak ta historia się kończy (zaczyna!). Ale czy w wielu sercach, tak jak dwa tysiące lat temu wśród uczniów, nie trwa dziwny, milczący szok wobec tego, co miało miejsce jeszcze wczoraj?

Picture of Karol Sęk

Karol Sęk

koordynator lokalny z Łomianek
Prowincja Warszawska

Piątkowy mrok jeszcze nie opadł. Kurtyna pozostaje rozdarta. Czy jestem jak ci uczniowie, którzy uciekli – pełen niedowierzania i bolesnego zaprzeczenia? Czy to naprawdę tak miało wyglądać? Gdzie jest ta radosna „pedagogika dobra”, gdy Dobro zostało przybite do drewna? I choć Jezus Pan został złożony do grobu, to Drewno wciąż woła. Kieruje moje myśli na człowieka i jego serce. Na moje serce. Pojawiają się wątpliwości.

Wątpliwość wobec człowieka, który potrafi tak szybko przejść od „Hosanna” do „Ukrzyżuj”.

Wątpliwość wobec własnego powołania – czy potrafię prowadzić młodych do Boga, którego sam tak często opuszczam?

Wielka Sobota to czas zawieszenia – między krzyżem a pustym grobem. Jako salezjanie, przyzwyczajeni do gwaru oratorium, radości młodych i ciągłego działania, w tym dniu stajemy przed trudną ciszą. To moment, w którym nasze powołanie spotyka się z „milczącym szokiem”.

W tej ciszy Wielkiej Soboty wracam myślami do tych chwil, którymi Jezus mnie dotknął. Wracam do studni Wody Żywej, gdzie siedzi On. Ja przynoszę Mu moje definicje: miłość jako zapał do pracy, woda jako wiara w sukcesy, w tym te wychowawcze (moje), troska jako wchodzenie w kolejne projekty. A On milczy. W ten sobotni poranek, gdy brakuje mi wspólnej płaszczyzny z Jego planem, Jezus zaprasza mnie do wejścia w głębię.

Pytam siebie czasem, czy czuję radość z powołania. A Wielka Sobota obnaża moje prawdziwe oczekiwanie wobec odpowiedzi. Jako Salezjanie wiemy, że radość to nie tylko uśmiech, bo czasem nie ma na co się uśmiechać. To postawa życiowa. To gotowość do trwania przy pustym grobie (też tym wychowawczym, gdzie nie ma splendoru, poklasku, docenienia), gdy wszystko wydaje się skończone. To usposobienie, które mówi: „Jestem dla ciebie”, nawet gdy nie rozumiem logiki krzyża.

Panie Jezu, zapraszam Cię w sam środek moich dzisiejszych wątpliwości, słabości, niewiary. Nie chcę ich przed Tobą ukrywać pod maską salezjańskiego optymizmu. Bo tylko tam, gdzie szczerze odsłonię przed Tobą moje rany, Ty będziesz mógł je uleczyć. Przyjdź do mojego „pustego naczynia” – do mojego zmęczenia moimi ludzkimi staraniami.

Chcę, by tak jak dla Ciebie pokarmem było wypełnienie misji, tak dla mnie – w tym mroku Wielkiej Soboty – pokarmem stała się sama wierność Tobie.

Karol Sęk SSW

© SSW Wrocław. All Rights Reserved.